Diyarbakır – moja wizyta w Czarnym Mieście

Miałam szczęście trafić tam w okresie względnego spokoju w okolicy. Moja wizyta w Diyarbakır miała bowiem miejsce prawie rok temu. Raptem pół roku później rozpoczęła się ofensywa turecka na syryjskich Kurdów – kolejna agresja w tym niespokojnym regionie.

Dlaczego wybrałam się do Diyarbakır?

Co mnie tam zawiodło? Przede wszystkim chciałam zobaczyć stolicę tureckiego Kurdystanu. Regionu którego nazwy nie zobaczymy na żadnych tureckich znakach drogowych, który oficjalnie nie istnieje. Kiedy rok wcześniej jechałam do Şanliurfy, autokar docelowo zmierzał właśnie do Diyarbakır. Wysiadając zostawiałam roześmianą i kolorową grupę wracającą z wesela w Alanyi.

Pomyślałam sobie wtedy, że strasznie chciałabym kiedyś zobaczyć to miasto na własne oczy, chociaż w sieci niewiele można było o nim znaleźć informacji. Te, które były zwykle nie zachęcały do odwiedzenia go. Tylko jedna wyczytana rzecz przykuła moją uwagę: o murach otaczających starą część miasta. Podobno pod względem długości są drugie na świecie po Murze Chińskim. Jadąc tam, nie spodziewałam się jednak zobaczyć aż tak fascynującego miejsca. W zasadzie to kompletnie nie miałam pojęcia czego się spodziewać.

Ludzie w Diyarbakır

Widok na karawanseraj Hasan Paşa Hanı, w samym sercu starówki, w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkiego Meczetu. Obecnie znajduje się tam hotel oraz przeróżne sklepiki i herbaciarnie.

Diyarbakır – mój szczególny sentyment

Ponieważ mogłam skorzystać z gościny u rodziny znajomego, po pierwsze odpadało szukanie noclegu, co mogło akurat w tym mieście być pewnym wyzwaniem. Po drugie – jak to w tych okolicach bywa – nagle trafiasz pod opiekuńcze skrzydła, co zmienia całkowicie całą optykę patrzenia i poznawania miejsca.

Do miasta mam szczególny sentyment, na który składa się bardzo wiele rzeczy. Przede wszystkim jego trudna najnowsza historia, która odcisnęła piętno na mieszkańcach. Skąd to wiem? Zdarzało się, kiedy jechałam autobusem ze wspomnianym znajomym, że ktoś, słysząc, że rozmawiamy po angielsku, zaczepił mnie. Było oczywiste, że to ja nie jestem miejscowa. Pytanie, które padało na początku, to coś w stylu: „Dlaczego tu przyjechałaś?” Nie tonem wrogim, ale raczej zdziwionym, a jednocześnie zmęczonym. Jakby nie mogli uwierzyć, że dla kogoś z Europy, pełnej pieniędzy i zabytków, to miasto może być ciekawe. Ta iskierka radości w oczach i duma na twarzach, kiedy odpowiadałam, że Diyarbakır dla mnie jest fascynujący była przepiękna.

Diyarbakır

Hacı Halid Konağı – jeden charakterystycznych budynków starówki, cały z czarnego bazaltu z wyróżniającymi się białymi zdobieniami. Współcześnie w budynku znajduje się muzeum poety Ahmeda Arifa.

W miastach tego regionu jest coś mitycznego. To, co kilka dni później czułam patrząc z murów Mardin na żyzną Mezopotamię, pojawiło się też kiedy zobaczyłam potężne mury Diyarbakır. Ale może nawet bardziej, kiedy to z nich patrzyłam w dół, w stronę rzeki Tygrys, na ogrody Hevsel. Byłam tam wczesną wiosną, więc na te ostatnie dni to niezbyt dobry czas. Dodatkowo, to co wyobrażamy sobie słysząc słowo „ogrody” niezbyt pasuje do tego miejsca. Są to obecnie głównie pola uprawne, ale też sady, rozciągające się na żyznych polach w dolinie rzeki Tygrys – drugiej obok Eufratu największej rzeki Mezopotamii.

Trochę o raju, trochę o historii Diyarbakır

Ale dosyć o mnie, dalej będzie już tylko o mieście i jego mieszkańcach. Chciałoby się powiedzieć: garść faktów, chociaż nie da się pisać o tym regionie w pełni, opierając się tylko na nich. Bo tutaj na każdym kroku historia miesza się z mitologią, tworząc jedyną w swoim rodzaju opowieść.

Ulice w Diyarbakır

Potężne mury starego miasta otaczają całą starą jego część.

Pamiętacie może tę o ogrodzie Eden? Według Biblii wypływały z niego cztery rzeki: Piszon, Gichon, Chiddekel i Perat. Dwóch pierwszych nigdy nie udało się zlokalizować, mimo wieków trochę szalonych poszukiwań, na miarę prób zlokalizowania równie mitycznej arki Noego.

Natomiast dwie ostatnie płyną do dziś, a są to Tygrys (Chiddekel) i Eufrat (Perat). Eufrat od Diyarbakır znajduje się niecałe 100 km na zachód, Tygrys leniwie płynie u stóp wspomnianych wcześniej potężnych murów miasta. Obydwie meandrują na południe, do Zatoki Perskiej. Najbliżej siebie przepływają w okolicach Bagdadu i właśnie tutaj. Na żyznych ziemiach w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki rozciągają się tereny, od niepamiętnych – w dosłownym znaczeniu tego słowa – czasów uprawiane przez mieszkańców miasta.

Od zawsze były ważnym źródłem pożywienia, a żyzność gleby i dostatek wody, wcale nie tak oczywiste w regionie, czyniły to miejsce bardzo cennym. Niesamowite jest, że ogrody istniały tu już w IX w p.n.e., kiedy miasto, noszące wtedy nazwę Amedi, było oblegane przez asyryjskiego króla Aszurnasirpala II. W tamtych czasach miasto było stolicą Bit-Zamani – aramejskiego państewka, które zbuntowało się przeciwko asyryjskiemu imperium. Gdy król w końcu je zdobył, karą dla mieszkańców Amedu za stawiany opór było, oprócz brutalnych mordów, zniszczenie ogrodów.

A skąd pomysł, że to właśnie ogrody starożytnego Amedu związane są w jakiś sposób z opowieścią o Edenie? Nie bezpośrednio, raczej jako specyficzne dla regionu okolice – żyzne ziemie, na których łatwo można było uprawiać rozmaite rośliny i które nawadniane były dzięki sąsiedztwu rzeki bardzo łatwo. Sama nazwa Eden, według niektórych teorii wywodzi się od sąsiadującego z Bit-Zamani od południa, również aramejskiego państewka Bit-Adini.

Ogrody Edenu Diyarbakır

Z murów obronnych miasta rozciąga się widok na żyzne ogrody Hevsel. Przez wieki były bardzo ważnym źródłem żywności. Dziś są częścią tożsamości miasta a mieszkańcy Diyarbakır są z nimi bardzo związani.

Co do samych ogrodów Hevsel, miasto przez wieki było z nimi nierozerwalnie związane i nawet dziś są dla wielu mieszkańców ważnym źródłem żywności. Od 2015 roku, wraz z murami miasta znajdują się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Historyczna część Diyarbakır – Amedu

Oprócz ogrodów wizytówką miasta są też monumentalne mury, okalające jego historyczną część, czyli starożytne Amedu, przez Rzymian zwane Amida. Najstarsze znaleziska (m.in. ostrza z niezwykle rzadkiego i pożądanego obsydianu, w który obfitowały okolice) na terenie wzgórza Amedu datowane są na późny chalkolit, czyli ponad 3000 lat p.n.e. Dzięki swojemu strategicznemu położeniu na stromym wzgórzu, które łatwo było obronić, a jednocześnie bardzo blisko rzeki. Amedu było bardzo strategicznym punktem.

Miasto przez wieki znajdowało się pod panowaniem wielu imperiów: asyryjskiego, perskich Achamenidów i Seleucydów. Rzymianie zdobyli je w 66 r p.n.e. i panowali tutaj długo. Ale ponieważ znajdowało się na pograniczu cesarstwa, przechodziło z rąk do rąk. Słynny Shapur II – perski szah, ten sam, który zdołał pojmać i wziąć do niewoli rzymskiego cesarza Waleriana – zdobył je w 359 po oblężeniu trwającym 73 dni.

Monumentalne mury pochodzą z okresu panowania rzymskiego, chociaż najprawdopodobniej miasto było ufortyfikowane już wcześniej. Cesarz Konstancjusz II kazał jednak otoczyć je potężnymi obwarowaniami, które przetrwały wieki.

Mury, podobnie jak cała starówka, zbudowane z czarnego bazaltu. Z tego powodu Diyarbakır, wtedy Amedu, zwane było także Czarnym Miastem. Są wspaniałym świadectwem historii. W różnych miejscach możemy dostrzec ślady, jakie pozostawiły poszczególne cywilizacje w postaci inskrypcji i reliefów. Część z kamieni, na których są wyryte, znajdowała się zupełnie gdzie indziej, np. służyła jako kamienie nagrobne. Później zostały wykorzystane do umocnienia murów miasta. Możemy więc zobaczyć inskrypcje rzymskie i greckie, oczywiście z późniejszego okresu w języku arabskim, ale także asyryjskie. Bardzo ciekawe są także reliefy: możemy natknąć się na symbole sfinksa, czy

Mury miasta

Na murach miasta dostrzec można przeróżne symbole i inskrypcje w wielu językach, stanowiące świadectwo bogatej historii miasta.

Co jeszcze warto zobaczyć w Czarnym Mieście?

Atrakcje Diyarbakır nie kończą się na potężnych murach i ogrodach Hevsel. W całej historycznej części miasta zobaczymy wiele budynków również z czarnego bazaltu. Niektóre z nich, np. karawanseraj Hasan Paşa Hanı czy dom poety Cahit Sitki Taranci, mają elementy z wapienia lub są zdobione są białymi motywami, co wygląda bardzo malowniczo. Warto także zajrzeć do Hacı Halid Konağı, zaraz obok domu wspomnianego wyżej poety. Jest to również historyczny budynek o przepięknej, typowej dla miasta architekturze. Znajduje się tu muzeum kolejnego poety, Ahmeda Arifa, który pochodził właśnie stąd.

Aby doświadczyć kulturalnej części miasta, obowiązkowo trzeba odwiedzić Sülüklü Han. To tętniąca życiem kawiarnia, która mieści się również w zabytkowym budynku. Bardzo popularne miejsce szczególnie wśród młodych ludzi, a dodatkowo mają przepyszny sorbet i wspaniałą dibek kahve – aromatyczną kawę z kardamonem.

Sülüklü Han

Sülüklü Han tętni życiem. Popularne miejsce wśród studentów i inteligencji.

Islamska światynia 

Obowiązkowym punktem starówki jest przepiękny Ulu Camii czyli Wielki Meczet, będący też jednym z najstarszych na świecie. Ogromna świątynia mogąca pomieścić do 5 tysięcy wiernych, powstała po rozbudowaniu istniejącego tu wcześniej kościoła św. Tomasza. Przykuwa uwagę część fasady, gdzie tkwią wspaniale rzeźbione rzymskie kolumny. Pochodzą z ruin rzymskiego teatru i zostały wbudowane w świątynię, kiedy odbudowywano ją w XII w. po trzęsieniu ziemi i pożarze.

Wielki Meczet w Diyarbakır

Ogromny dziedziniec Ulu Camii. Budynek wzorowano na meczecie Umajjadów w Damaszku. Ciekawe wrażenie robi część fasady z rzymskimi kolumnami.

Co również przykuło moją uwagę, i szczerze mówiąc wprawiło w osłupienie, to reliefy przy wejściu do meczetu, przedstawiające lwa walczącego z bykiem. Jest to symbol rozpowszechniony w kulturze starożytnego Iranu, który można spotkać też w ruinach słynnego Persepolis. Ponieważ przedstawianie postaci ludzkich i zwierzęcych jest w islamie zakazane, to ściany meczetu są ostatnim miejscem, gdzie spodziewałabym się ten wizerunek zobaczyć. Jak widać, sporo niespodzianek kryje ten region…

Brama meczetu

Przy centralnym wejściu do Wielkiego Meczetu zwracają uwagę płaskorzeźby przedstawiające lwa walczącego z bykiem – symbol często spotykany w Iranie.

Wejście do meczetu, jak do wszystkich innych w Turcji jest bezpłatne, należy oczywiście pamiętać o odpowiednim ubiorze i zdjęciu butów.

Kościoły w Diyarbakır

Jako, że miasto przez wiele wieków było chrześcijańskie, a jeszcze przed I wojną światową spora część ludności wyznawała tą religię, znajduje się tu też kilka kościołów. Niektóre z nich ciągle funkcjonują i można je odwiedzić. Warto znaleźć chwilę, aby odwiedzić syriacki kościół Maryi Dziewicy z III w., który przeszedł generalny remont w 1719 roku. Przepiękne, choć niewielkie wnętrze, inspirowany perską architekturą ołtarz, a przede wszystkim fakt, że budynek pochodzi z początków chrześcijaństwa – wszystko to robi ogromne wrażenie.

Diyarbakır

Wnętrze syryjskiego (syriackiego) kościoła Marii Dziewicy z III wieku. Został zbudowany w miejscu wcześniejszej pogańskiej świątyni z I w n.e. Jest jednym z 10 syriackich kościołów w regionie Diyarbakır.

I oczywiście perełka dla amatorów archeologii, czyli świeżutko otwarte Muzeum Archeologiczne w Diyarbakır. Kiedy byłam tam w 2019 roku część kolekcji była jeszcze w trakcie organizacji. Wspominałam już przy okazji opisu Sanliurfy, że tego typu muzea w Turcji mają kolekcje rzucające na kolana. Podobnie jest też tutaj. Można tu zobaczyć znaleziska z całego regionu: narzędzia, kamienne naczynia i inne artefakty, najstarsze datowane na 10400 lat p.n.e.

Miasto zaskoczyło mnie niesamowicie pozytywnie. Również jego nowa część, która dynamicznie się rozwija. Z uwagi na ogrom zabytków, nie wszystkie są odpowiednio odnowione – trzeba tu ogromnych funduszy i lat pracy. Zdecydowanie jednak polecam wszystkim, którzy wybieraliby się kiedyś na wschód Turcji i których interesuje historia. A może warto zaplanować już kolejny wyjazd…

Share: