Harran – nie tylko domy-ule

Historia tego miejsca przyćmiewa Urfę z jej legendami o Abrahamie. Również dlatego, że informacje o Harranie są potwierdzone źródłami historycznymi.

Harran – bogata historia

Miejscowość jest wspomniana już w biblijnej Księdze Rodzaju, jako miasto, gdzie Abraham mieszkał przez jakiś czas po opuszczeniu Ur Chaldejskiego. Tam też jego wnuk, Izaak podążał, aby znaleźć żonę. Już sama ta informacja uzmysławia nam, jak stare są dzieje tego miejsca.

Według przekazów historycznych Harran był ważnym ośrodkiem miejskim już w okresie imperium asyryjskiego, jako miasto na szlaku handlowym. Natomiast pierwsze ślady osadnictwa datuje się na III tysiąclecie p.n.e. Harran zaliczany jest do najstarszych miast na świecie.

Rozwijał się tak prężnie, że to właśnie tutaj przeniesiono stolicę imperium asyryjskiego po upadku Niniwy. Miasto przez wieki swej historii było świadkiem wielu wydarzeń. Z rąk asyryjskich przeszedł pod panowanie Babilonu w VII wieku p.n.e. i to w tym czasie stał się najważniejszym ośrodkiem kultu boga księżyca, Sina. Następnie miasto zdobyli perscy Achamenidzi w VI wieku p.n.e. i panowali tam około trzech stuleci. Ten stan rzeczy zmieniła dopiero armia Aleksandra Wielkiego, po którego śmierci władzę nad regionem objęła słynna dynastia Seleucydów.

Miasto było świadkiem ważnych dla regionu wydarzeń. To pod Harranem Sasanidzi pobili rzymską armię w III w n.e., a wcześniej tutaj został zamordowany rzymski cesarz Karakalla. Natomiast w VI wieku n.e. wchodził w skład Cesarstwa Rzymskiego, ale był przygraniczną prowincją. Ponoć to tutaj właśnie zbiegli uczeni z akademii platońskiej, kiedy została ona zamknięta przez cesarza Justyniana ze względów religijnych. Już po zdobyciu miasta przez Arabów, w VIII i IX wieku Harran był ośrodkiem myśli naukowej, szczególnie filozofii, medycyny i nauk przyrodniczych.

Prawdopodobnie stał się ówczesnym centrum nauki wcześniej niż Bagdad. W świecie zachodnim nie było wtedy sprzyjającego naukowym dociekaniom klimatu, w przeciwieństwie do świata wschodniego. Z biegiem czasu jednak uniwersytet w Harranie spadł do rangi szkoły koranicznej.

Harran - domy-ule
Charakterystyczne domy-ule prezentują się bardzo malowniczo. Jednak Harran oferuje dużo więcej!

Miasto zostało odbite przez krzyżowców w trakcie krucjat. Harran zdobył również słynny Saladyn. Długa historia miasta zakończyła się wraz z najazdem Mogołów, którzy doszczętnie je zniszczyli. Nie odzyskało już nigdy świetności, a obecnie jest w zasadzie wioską, która przyciąga turystów unikalnymi domami-ulami.

Budynki, które widzimy dzisiaj nie są bardzo stare, aczkolwiek budowane w tym rejonie tak samo od wieków. Ciekawa konstrukcja jest efektem… adaptacji do lokalnych warunków. Jadąc przez okolice jak okiem sięgnąć ciągnie się równina. Niestety nigdzie nie zobaczymy drzew. Brak tego surowca uniemożliwił konstrukcję dachów. Dlatego budynkom nadano ciekawą formę, która przy okazji ułatwiała utrzymywanie w środku przyjemnego chłodu, o czym przekonamy się odwiedzając domostwa. Każda izba ma swój stożkowaty otwór w sklepieniu, a ponieważ są one połączone, wychodzenie na zewnątrz w gorącej porze dnia można było ograniczyć do minimum.

Wycieczka do Harranu

Dla tych oryginalnych budowli przyjechałam tutaj również ja, chociaż w zasadzie nie miałam tego w planie. Wiedziałam, że to miejsce bardzo blisko od Urfy, ale ze względu na bardzo ograniczony czas nie brałam pod uwagę możliwości dojazdu tam. A jednak kiedy podróżuje się po takich okolicach często zdarzają się różne niespodzianki… Tym razem niespodzianka była fantastycznym zakończeniem jednego z tych dni, kiedy wszystko układa się dużo lepiej, niż można by się spodziewać. Siedzieliśmy sobie z moim „przewodniko-kierowcą” w Göbekli Tepe, czekając na kawę u zaprzyjaźnionego z nim sprzedawcy w sklepiku z pamiątkami.

Wspomniałam o tym chłopaku wcześniej: prowadzi mały sklepik z pamiątkami, część z nich wytwarza sam, a część jest robiona na jego zamówienie. Jego dziadek ponoć natknął się na artefakty w trakcie pracy w polu i tak zaczęła się cała współczesna historia miejsca znanego jako najstarsza świątynia świata…

Tak więc kiedy sączyliśmy już tą kawę, czekając na busik, kursujący między stanowiskiem a wejściem na teren kompleksu, podziękowałam za świetną wyprawę i powiedziałam, że jeszcze kiedyś chcę tu wrócić, żeby zobaczyć Harran. Mój przewodnik zapytał: „A dlaczego nie teraz?” na co ja odpowiedziałam, że sorry, nie przygotowałam się finansowo na taki wydatek. Po chwili zastanowienia powiedział, że zawiezie mnie tam za darmo. Z początku myślałam, że to żart, bo trochę z niego był szaleniec, ale on wtedy do mnie: „Kończ kawę, bo już późno, musimy się pośpieszyć, żeby zdążyć przed zachodem słońca”. No cóż, raz kozie śmierć… W końcu niecodziennie trafia się okazja zobaczenia Harranu!

Udało się! Harran Zdobyty! W tle ruiny starożytnego uniwersytetu, tworzonego ponoć przez członków rozwiązanej Akademii Platońskiej.

Od Gobekli Tepe jedzie się tam około godzinę, my dojechaliśmy w pół cudownym pojazdem mojego przewodnika. Akurat na zachód słońca… Czasu było więc niewiele, chociaż wystarczająco dużo, żeby wypić çay, czyli tradycyjną turecką herbatę niedaleko słynnych domów-uli. Czy raczej skansenu, ponieważ udostępnione zwiedzającym budynki są niezamieszkane. Oprócz tego nie za wiele udało mi się zobaczyć – zapadał już zmrok, a nie chciałam nadwyrężać dobrej woli mojego przewodnika. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się Harran odwiedzić i zobaczyć go dokładniej.

My natomiast pomknęliśmy z powrotem do Urfy, płynąc niemal, lub może bardziej lecąc, gdyż tablica samochodu mieniła się neonami niczym kokpit samolotu. Wspominałam już, że ten dzień był jednym z tych pełnych cudownych niespodzianek? Wisienką na torcie był wieczór. Kiedy dojechaliśmy, zapytałam czy nie wiedzą gdzie w pobliżu można coś zjeść, bo żołądek przyschnął mi niemal do kręgosłupa. No i dostałam zaproszenie na przygotowywaną na miejscu kolację „for free”.

Kolacja w Urfie
Pyszne ukoronowanie dnia. W całej Turcji, a szczególnie w mniej turystycznych miejscach można spotkać się z niezwykłą gościnnością. Zaproszenia do zjedzenia wspólnego posiłku nie wolno odrzucić… 😉

Ale to jeszcze nie wszystko… W budynku obok, gdzie znajdowało się coś w rodzaju domu kultury, rozpoczynał się właśnie wieczór z muzyką tradycyjną. Sira Gecesi, bo tak nazywa się tutaj te wieczory, jest kojarzone właśnie z Urfą, odbywa się tutaj nawet festiwal o tej nazwie. Generalnie są to spotkania rodzinne lub znajomych, tradycyjnie przeznaczone dla mężczyzn, ale współcześnie ta reguła już nie obowiązuje. Biesiadującym przygrywa muzyka na żywo, ale Sira Gecesi to nie tylko muzyka i jedzenie. To cały show. Cudownie było móc uczestniczyć w takim wydarzeniu i zobaczyć ten zwyczaj, który stanowi część życia mieszkańców.

Share: