Mardin pachnie kawą i mydłem

Starówka Mardin jest niczym z widokówki. Malownicze budynki z żółtego piaskowca o wymyślnie zdobionych fasadach wydają się być przyklejone do zboczy wzgórza, na którym usadowiło się przed wiekami miasto. Pozycja mocno strategiczna, szczególnie, że u jego stóp rozciąga się zielona, żyzna równina, a miasto znajdowało się na historycznym Jedwabnym Szlaku.

Mardin spogląda z góry na Mezopotamię

Kolejny raz, niespełna pół roku od wizyty w Sanliurfie, udało mi się dotrzeć w rejon zwany Żyznym Półksiężycem, gdzie ludzie odkryli rolnictwo i rodziły się wielkie cywilizacje. Tym razem znalazłam się już dosłownie u wrót Mezopotamii. I nie ma się co dziwić, że w tym miejscu historia dosłownie wisi w powietrzu. Nie da się jej nie dostrzec.

Mardin

Mardin szczyci się tym, że obok Wenecji i Jerozolimy, jest w trójce miast o najlepiej zachowanej zabytkowej, sięgającej wieków wstecz architekturze. To ukryta perła. I najlepiej, aby pozostała rarytasem dla koneserów. Turystyka w Mardin owszem, istnieje, ale na szczęście brak jeszcze tam nachalnej komercji i zalewu plastikowych straganów. Są za to lokalni rzemieślnicy i uliczni muzycy. Turystyka ze smakiem.

Historia Mardin

Najwcześniejsze ślady osadnictwa w Mardin sięgają 4500 lat p.n.e. W trzecim tysiącleciu p.n.e. okolice zamieszkiwali Huryci. Kiedy Mardin kontrolowali Sumerowie, około XXIX w. p.n.e miasto miało już zorganizowaną urbanistykę, system dostarczania wody i rolnictwo, które zapewniało żywność mieszkańcom.

Później – na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. – przeszło pod panowanie Babilonu. Okolice były przejmowane na zmianę przez Persów, Aramejczyków, Hetytów. Dotarło tu również Cesarstwo Rzymskie i jego sukcesor, Bizancjum. A wraz z nastaniem ery islamu, przybyli Arabowie, Seldżukowie i Turkmeni.

Spuścizną po wiekach, a w zasadzie tysiącleciach zamieszkujących tu cywilizacji są nie tylko zabytki: historyczne świątynie, budynki i artefakty zgromadzone w Muzeum Miejskim. Dużo cenniejszym według mnie dziedzictwem jest koegzystencja wielu religii, narodów i grup etnicznych. Szczególnie w tym rejonie, targanym często konfliktami.

Mardin już na pierwszy rzut oka jest miastem wyjątkowym. Mieszają się tu różne kultury i każda wnosi coś od siebie. Od czasu konfliktu w Syrii, ze względu na bliskość granicy, w Mardin mieszka sporo uchodźców z tego kraju i widać, że lokalne organizacje pomagają im się zaadaptować.

Mardin
Przepyszne ciasteczka z nadzieniem cynamonowym prosto z pieca. Sprzedawca jest biegle mówiącym po angielsku młodym uchodźcą z Syrii.

Zabytki w Mardin

Wzdłuż głównej ulicy starówki ciągną się sklepiki z przeróżnymi towarami i stragany z aromatyczną dibek kahve. Ale to nie wszystko. Uliczki starej części Mardin rozbrzmiewają muzyką i śpiewem ulicznych grajków, całkiem niezłych zresztą. Kurdyjskie rytmy niosą się daleko. Można przystanąć i posłuchać w drodze między przepięknymi zabytkami starówki. A jest ich niemało.

Niektórzy odhaczają Mardin w jeden dzień i spokojnie da się to zrobić. Ja jednak lubię zanurzyć się w klimacie miejsca, szczególnie takiego jak to. Mało jest miast, gdzie praktycznie obok siebie znajduje się wiekowy meczet, syriacki i chaldejski kościół. O tych gałęziach chrześcijaństwa my słyszymy bardzo rzadko. A przecież to właśnie ich tradycja sięga początków tej religii.

Z kościołów, które udało mi się odwiedzić – nie wszystkie bowiem są udostępnione zwiedzającym i otwarte – najbardziej spodobał mi się syriacki Mor Benham z VI wieku. Znany jest też pod nazwą Kirklar Kilisesi, czyli kościół pw Czterdziestu Męczenników, ponieważ 1170 roku sprowadzono tu relikwie Czterdziestu Męczenników. Ich kult jest bardzo rozpowszechniony wśród chrześcijan kościołów wschodnich.

Mor Benham
Dziedziniec przed wiekowym kościołem Mor Benham służy nie tylko zwiedzającym, ale też miejscowym dzieciakom.

Dosyć surowe wnętrze świątyni pozwala skupić się na pięknym ołtarzu. W środku nie wolno robić zdjęć i opiekunowie kościoła dosyć skrupulatnie przestrzegają tej zasady. Ale kiedy usłyszeli, że jestem z Polski, to zrobili wyjątek, każąc tylko się śpieszyć przed wchodzącą właśnie turecką grupą. Wygląda na to, że przybysze z chrześcijańskich krajów traktowani są z większą estymą.

Bardzo malowniczy jest też kościół chaldejski Saint Hirmiz. Ale we wnętrzu panuje zdecydowanie bardziej turystyczna atmosfera. Nie ma zakazu robienia zdjęć, przez co pełno osób pstrykających selfie i ustawiających się pod odpowiednim kątem do perfekcyjnej fotki na Instagrama.

Miasto ma oczywiście również mnóstwo muzułmańskich zabytków, z czego chyba najważniejszy jest Ulu Camii czyli Wielki Meczet, z potężnym minaretem, górującym nad niską zabudową Mardin . Pochodzi prawdopodobnie z XI w. Można wejść do niego, oczywiście poza godzinami modlitw. Ulu Camii znajduje się w samym sercu bazaru, trzeba więc trochę pobłądzić krętymi drogami wśród straganów, aby do niego dojść.

Można też iść równoległą od głównej uliczką, a wyjść przez bazar żeby dwa razy nie chodzić wzdłuż starówki. Drogi, zarówno do tego meczetu, jak i wszystkich innych ważnych zabytków są oznaczone standardowymi brązowymi kierunkowskazami.

Minaret Ulu Cami
Potężny minaret przy Ulu Camii.

Drugi rzucający się w oczy minaret zdobi meczet i medresę Şehıdıye. Kompleks został zbudowany, jak głosi informacja przed wejściem, w 1214 przez Melik Mansura Nasreddin Aslan – władcę z dynastii Artukidów, wywodzących się z jednego z plemion Oguzów. Oguzowie byli legendarnymi protoplastami Turków. Artukidzi zaś panowali nad całym regionem Diyarbakir między XII a XV wiekiem. Czasy tej dynastii były okresem prosperity dla miasta, a ich dokonania pamięta się do dziś. Nazwę Artuklu znajdziemy niemal wszędzie, nawet lokalny uniwersytet nosi ich imię.

Trochę oddalona od starówki jest medresa Kasimiye. Monumentalny budynek z XIII w, również powstawał za czasów Artukidów. Jednak budowa została przerwana najazdami Mongołów pod wodzą Timura. Budowa medresy została ukończona dopiero w XV w. Niestety, zwiedzającym udostępniony jest w zasadzie tylko dziedziniec, ale ze stoku, na którym stoi rozpościera się piękny widok na zielone równiny Mezopotamii.

Na tym ostatnim założono też piękny ogród, pełen tulipanów, który jest niezwykle popularny wśród odwiedzających to miejsce Turków. Do medresy można dojść pieszo, od starego miasta idzie się jakieś 20 minut. Polecam jednak wybrać się rano, lub późnym popołudniem, ponieważ droga jest w pełnym słońcu.

Mardin – gdzie się zatrzymać?

Znalezienie noclegu w ty mieście przez internet nastręcza pewnych trudności (stan na wiosnę 2019). Na booking.com pusto. Kilka miejsc można znaleźć na airbnb, ale nie jest tego dużo. Okazuje się jednak na miejscu, że sporo jest na starym mieście ładnych butikowych hoteli. Trzeba mieć tylko na uwadze, że szczególnie w okresie tureckich świąt czy wakacji może być trudno znaleźć w nich miejsce. Ja zdecydowałam się skorzystać akurat w Mardin ze starego, dobrego couchsurfingu. Była to świetna decyzja, ponieważ kurdyjscy studenci ugościli mnie po królewsku.

Jak dojechać i co zobaczyć w okolicy?

Ja podróżowałam do Mardin, ale też w inne pobliskie miejsca, autokarem. Jechałam z Diyarbakir, skąd jest sporo połączeń, ze względu na niewielką odległość między tymi dwoma miastami. Aby dokładniej zwiedzić okolicę warto wypożyczyć samochód i spędzić tu kilka dni. Niedaleko jest do Midyat, które często jest określane jako bliźniacze miasto Mardin.

Przy granicy z Syrią znajduje się miejscowość Nusaybin ze słynnym zakonem Mor Yakup z III wieku, który został zbudowany na ruinach wcześniejszej zoroastryjskiej świątyni. Innym znanym zabytkiem jest monastyr Deyrulzafaran, kilka kilometrów na wschód od Mardin. Przez wieki był on siedzibą Patriarchatu Kościoła Asyryjskiego, czyli nestorian.

Wcześniej ponoć znajdowała się tu świątynia bóstwa solarnego, następnie budynek został zaadaptowany przez Rzymian do celów obronnych i mieszkalnych. Po rozpowszechnieniu się w tym rejonie chrześcijaństwa, powstał tu monastyr. Przy konstruowaniu go używano ponoć kwiatów szafranu, skąd wywodzi się nazwa.

Chyba najsłynniejszym miejscem w okolicach Mardin są ruiny słynnej Dary – twierdzy bizantyjskiej z VI wieku, założonej podczas wojny z Persją. Mam nadzieję, że te wszystkie rarytasy z okolic Mardin będzie mi dane jeszcze odwiedzić.

Share: