Portugalia – Szlak Rybaków. Rarytas dla miłośników pieszych wędrówek

Portugalia jest idealnym krajem nie tylko dla miłośników plażowania, ale też dla fanów aktywnego wypoczynku. Całe zachodnie wybrzeże jest bardzo popularne wśród surferów i wielbicieli innych wodnych sportów, ale także miłośnicy pieszych wędrówek znajdą tu też coś dla siebie. Ponieważ ja do nich należę, znajdziecie na tym blogu trochę opisów takich tras. Tutaj pierwszy z nich – Trilho dos Pescadores czyli Szlak Rybaków, ciągnący się wzdłuż wybrzeża Costa Vincentina – na południe od Lizbony.

Piesze wędrówki w Portugalii

Trilho

Wśród samych Portugalczyków piesze wędrówki nie są zbyt rozpowszechnione, chociaż to zmienia się ostatnimi czasy. Coraz więcej tworzy się grup czy stowarzyszeń, które eksplorują pieszo bliższe lub dalsze okolice. Jednak dla większości miejscowych piesza wędrówka jest czymś normalnym, i owszem, ale tylko na plażę, pod warunkiem, że jest to plaża, do której nie da się dojechać samochodem 🙂 Ale żeby iść 10, 15 czy 20 km? Po co, skoro można posiedzieć w kawiarni z widokiem na piękne wybrzeże? Inaczej niż u nas, gdzie górskie szlaki są zatłoczone, a wędrówka od schroniska do schroniska, nierzadko kilkudniowa, jest dosyć zakorzenioną w kulturze formą wypoczynku.

Szlak Rybaków – najważniejsze informacje

Jednak dzięki tym nielicznym miejscowym, którzy zafascynowali się pieszymi wędrówkami. istnieją w niektórych regionach Portugalii piesze szlaki, czasami nawet całkiem nieźle oznaczone. Jednym ze słynniejszych jest Trilho dos Pescadores czyli Szlak Rybaków.

Trasa została wytyczona stosunkowo niedawno, bo w 2012 roku i ciągnie się wzdłuż wybrzeża od Sines aż do Lagos na południu, zakręcając fot-w Sagres, gdzie przechodzi przez Przylądek św. Wincentego – najbardziej wysunięty na południowy wschód punkt Europy. Idąc szlakiem codziennie jesteśmy narażeni zapierające dech w piersiach widoki, więc dobrze, że odległości między poszczególnymi miejscowościami na trasie wynoszą między 10 a 20 km. Dzięki temu wychodząc w miarę wcześniej można w średnim tempie i z przystankami przejść trasę, robiąc przystanki w najpiękniejszych miejscach. Chociaż wybór tych miejsc czasami może być trudny, bo na wielu odcinkach piękne widoki ciągną się przez połowę drogi… Ciężkie życie!

Trilho

Szlak został wytyczony przy wykorzystaniu istniejących już ścieżek z których korzystają od niepamiętnych czasów miejscowi rybacy, łowiący na klifach. I w trakcie wędrówki zobaczycie ich nie raz, zastanawiając się, jak u licha udało im się dostać na tą skałę lub cypelek? Bo sam szlak prowadzony jest co prawda przez większość trasy samym wybrzeżem, ale w bezpiecznej odległości. Trasa jest też, jak na standardy portugalskie całkiem dobrze oznaczona, a znaki są na bieżąco odnawiane.

Co do stopnia trudności – większa część trasy jest płaska, czasami trzeba zejść lub wejść na niewielkie odległości, ale stopień trudności porównałabym do szlaków Bieszczad lub Beskidu Niskiego. Jedną z największych trudności szlaku jest piaszczyste podłoże, które spowalnia marsz i powoduje, że musimy włożyć w niego więcej wysiłku. Na niektórych odcinkach pasek jest w miarę ubity, ale na innych mamy wrażenie, że wędrujemy przez ogromną piaskownicę… Jednak widoki rekompensują wszystko i sprawiają, że nigdzie nam się nie chce spieszyć!

Szlak Rybaków : Odcinek Sines – Porto Covo

Wędrówkę można rozpocząć od strony Sines lub Lagos. Ja, podobnie jak chyba większość osób, zaczynałam od północy. Do Sines z Lizbony dojechać można autobusem. Potem najlepiej podjechać komunikacją miejską do plaży São Torpes. Każdy miejscowy, którego zapytamy, wskaże nam drogę lub podpowie jak się tam dostać. Nasza grupka – szliśmy w 4 osoby – jako zdeterminowani piechurzy, zdecydowała się nie iść na łatwiznę i przeszliśmy ten odcinek od centrum Sines do plaży pieszo, ale nie jest on szczególnie atrakcyjny. Ponieważ po drodze mija się ogromny port w Sines, nie ma możliwości przejścia tego odcinka wybrzeżem, tylko wzdłuż ruchliwej drogi.

Sao Torpes

Od plaży zaczyna się prawdziwa wędrówka szlakiem, którego szmaragdowo-zielone oznaczenia pojawiają się wzdłuż całej trasy, aż do Lagos. Szlak czasami łączy się z biało-czerwonym Trilho Historico, czyli Szlakiem Historycznym, który łączy miejsca związane z historią lub kulturą regionu, ale niekoniecznie w bezpośrednim sąsiedztwie wybrzeża. Czasami też spotkamy żółto-czerwone oznaczenia Trilhos Circulares – krótkich szlaków lokalnych w formie pętli.

Kierunek wędrówki od strony Sines na południe, oprócz tego, że był dla nas naturalny, jako, że zaczynaliśmy od strony Lizbony, ma jeszcze jedną zaletę – za sobą zostawiamy industrialny krajobraz miasta z ogromnym portem i widocznym z odległości wielu kilometrów kominem elektrociepłowni. Przed sobą mamy piękne wydmy i ocean poprzetykany przybrzeżnymi skałami.

Ten odcinek trasy aż do Porto Covo liczy 10 km i można go spokojnie pokonać w pół dnia, chyba, że chcemy zatrzymać się po drodze na plażowanie 🙂 Oczywiście należy też wziąć pod uwagę o jakiej porze roku wybieramy się w trasę. Miesiące najbardziej letnie – lipiec i sierpień są odradzane ze względu na mocne słońce i wysokie temperatury. Jeśli planujemy wędrować wtedy, najlepiej wybrać się bardzo wczesnym rankiem, aby przejść trasę do godziny 13-14, ewentualnie w środku dnia zrobić długą przerwę. My byliśmy na szlaku końcem czerwca. Upału nie było, a nawet załapaliśmy się na załamanie pogody w ciągu kilkudniowej wędrówki.

Porto Covo - plaża

Wybrzeże koło Porto Covo

Wybierając ten odcinek trasy, koniecznie zaplanujcie sobie kilka godzin na spacer po samym wybrzeżu w okolicach Porto Covo. Ta niewielka miejscowość, niegdyś wioska rybacka, dzisiaj swoje źródło dochodów czerpie głównie z turystyki. Odrestaurowane tradycyjne domki rybackie ciągną się wzdłuż głównej ulicy. Są w nich zlokalizowane głównie restauracje serwujące lokalne ryby i owoce morza. Najecie się do syta i taniej niż w Lizbonie! Zdecydowanie widać, że wioska jest nastawiona na wypoczywających, ale mimo tego zachowała urok, brak tu masowej turystyki.

Wcześniej wspomniałam o spacerze – wybrzeże w okolicach Porto Covo jest szczególnie malownicze. Pełno tu czarnych wulkanicznych skał, które nadają krajobrazowi dramatyzmu. Pomiędzy nimi, w dole ukryte są małe plaże, do niektórych z nich można zejść z klifu, chociaż często droga w dół jest bardzo nieoczywista. Spacerując klifami nie raz zastanawialiśmy się skąd na dole wzięli się ludzie, skoro ściany klifu niemal pionowo otaczają plażę. Tym, którzy na przejście szlakiem mają więcej czasu, polecam w Porto Covo spędzić cały jeden dzień (i dwa noclegi) – pozwoli wam to odwiedzić przynajmniej część z licznych tutaj plaż.

Dalsza część szlaku Trilho dos Pescadores zaczyna się przy rynku – Largo do Mercado i biegnie w stronę „portu”, lub zatoki Porto Covo – Baia de Porto Covo. Po przeprawieniu się przez rzeczkę, która ma tu ujście, znów jesteśmy na szlaku.

 

Share: