Wizyta w Gwalior i Orchha

Te dwa miejsca podczas naszej krótkiej podróży po Indiach były dosyć szczególne. O czym przeczytacie poniżej:).

Gwalior – nie tylko fort

Do Gwalior przyjechaliśmy z napakowanej turystami Agry, więc w takim zderzeniu był on dla nas „normalnym” miasteczkiem. Dotarliśmy wieczorem i jak najszybciej złapaliśmy motorikszę, żeby odświeżyć się w hotelu. Był mały wybór miejsc do spania, ze względu na ograniczony ruch turystyczny. Mieliśmy więc „wypasiony” pokój, niczym w pięciogwiazdkowym hotelu za całe 40 PLN…

A jednak i tutaj nie zabrakło w łazience wiaderka z kubełkiem do polewania… Widać jest to taki indyjski standard. W tym mieście zjedliśmy też w chyba najdroższej restauracji w ciągu całego naszego pobytu, polegając na rekomendacjach Lonely Planet. Turystyczna mekka to to nie jest.

Co najciekawsze, w Gwalior natknęliśmy się na jedyne w trakcie naszej podróży centrum handlowe! Zastanawiałam się czy cały handel w Indiach odbywa się na ulicach i w mikro sklepikach, a tu to! Niestety miało ono dopiero zostać otwarte, wszystkie stoiska poza food court były jeszcze nieczynne. A szkoda, ciekawe byłoby zobaczyć jak wygląda centrum handlowe na subkontynencie.

Fort w Gwalior
Fort w Gwalior przedstawia się dosyć malowniczo.

Fort, który obejrzeliśmy następnego dnia zrobił na nas pozytywne wrażenie, chociaż nie wchodziliśmy do środka. Na Gwalior niestety zaplanowaliśmy dosyć mało czasu, ze względu na rozkład połączeń kolejowych i dostępność biletów. Gdybym miała jechać tam jeszcze raz, to kilka godzin więcej byłoby idealnie.

Na terenie ogromnego fortu znajduje się także jedenaście świątyni dżinistycznych. Są one wykute w skale. Częściowo zniszczone były podczas inwazji Mogołów na te tereny, ale większość zachowała się w niezłym stanie. Dla mnie to one były najciekawsze.

Gwalior świątynie dżinistyczne
Dżinistyczne posągi wykute w skale znajdują się kilkanaście minut piechotą od fortu. Warto zarezerwować czas na zwiedzenie tej okolicy.

Monumentalne posągi dżinistycznych mistrzów robią wrażenie. Mają spokojny i tajemniczy wyraz twarzy, a wnętrze ich dłoni czasem zdobi kwiat: „ahinsa” lub „ahimsa” – symboliczne przedstawienie naczelnej zasady dżinizmu, czyli nieczynienie krzywdy i niestosowanie przemocy. Obok swastyki jest to często spotykany w tej religii znak.

Świątynie dżinistyczne w Gwalior
Achimsa, czyli kwiat na dłoni. Obok swastyki najważniejszy symbol dżinizmu. Symbolizuje zasadę nieczynienia krzywdy żadnym żyjącym istotom.

Świątynie powstawały przez wiele wieków, najstarsze z nich pochodzą z VII, a najmłodsze z XV w n.e. Na terenie fortu znajdują się też świątynie hinduistyczne oraz sikhijska gurdwara, ale niestety nie mieliśmy aż tyle czasu, aby wszystko obejrzeć.

Orchha – grobowce nad rzeką

To niewielkie miasteczko, a w zasadzie wioska z populacją trochę ponad 8 tysięcy mieszkańców. Co więc przyciąga tam turystów? To historia tego miejsca. Co prawda mniej ich tu niż np. w Khajuraho, ale jednak są całkiem liczni, jak na taką małą miejscowość.

Orcha Indie
Orccha to przepiękna architektura starych świątyń i grobowców.

Historia tego miejsca sięga XV wieku, więc nie tak dawno, w porównaniu z wieloma innymi miejscami na subkontynencie. Ale w XVI i XVII wieku miejsce to było stolicą państwa, utworzonego przez potężny ród Bundela. Z tego okresu pozostało wiele monumentalnych budynków. Teraz Orchha ma swój nieodparty urok i polecam ją szczególnie tym, którzy chcą odetchnąć od hałasu i chaosu powszechnego w większych ośrodkach. To spokojna, wręcz senna osada. Nie spodziewajcie się więc tutaj jakichś wielkich rozrywek.

Przez miejscowość przepływa rzeka Betwa, przy której wznosi się przepiękny kompleks świątyń i grobowców władających niegdyś okolica maharadżów. Jedną z najbardziej rzucających się w oczy jest Chaturbhuj. To świątynia poświęcona Wisznu. Te stare, majestatyczne budynki najpiękniejsze są w świetle zachodzącego słońca i wtedy najlepiej wybrać się nad rzekę. Można niemal poczuć wtedy, jak unoszą się tam duchy przeszłości.

Dla mnie bardzo ciekawe były dachy tych budynków, a to ze względu na gniazdujące na nich… sępy. Populacja tych ptaków zmniejsza się ostatnio także w Indiach, a w tej okolicy mają się całkiem nieźle. Być może dzięki licznym w okolicy dzikim terenom, gdzie znajdują dosyć pożywienia.

Miejscowość jest też na tyle mała, że przybywający w pobliże turyści. zdają się im zupełnie nie przeszkadzać. Siedząc na dachach, ptaki zupełnie wtapiają się w szarawo-brązowe otoczenie. Znalazłam potem informację o przeprowadzonej tam inwentaryzacji, podczas której odkryto, że żyje tam aż cztery gatunki sępów!

Jahangir Mahal – must see

pałac-Jahangira
Jahangir Mahal jest bardzo imponującym budynkiem, choć czeka w kolejce na renowację. Ponoć został wybudowany specjalnie na okazję przybycia mogolskiego władcy Jahangira.

Drugim miejscem, które koniecznie trzeba zobaczyć jest Jahangir Mahal – cytadela, forteca lub jak niektórzy mówią zamek. Pochodzi z XVII wieku i została wybudowana przez ówczesnego władcę, aby godnie przyjąć mogolskiego monarchę – Jahangira, tego samego, który wybudował Taj Mahal. Potężny budynek dzisiaj jest tylko cieniem samego siebie, ale i tak robi duże wrażenie. W czasach swojej świetności musiał być zachwycający!

Nadal widoczne są pozostałości kolorowej ceramiki, pokrywającej niegdyś fasadę budynku. W pomieszczeniach, gdzie mogą wchodzić zwiedzający, zachwycają pozostałości kolorowych fresków na ścianach i sufitach. Przedstawiają zwycięskie bitwy i opiekuńczych bogów. Miejsce można zwiedzać w spokoju, spotkaliśmy tam nielicznych turystów. Niestety monumentalny zabytek obecnie popada w ruinę. Wydaje się, że ilość takich miejsc wymagających utrzymania na całym subkontynencie jest nie lada wyzwaniem dla władz. Kraj boryka się przecież z wieloma innymi problemami, a pieniędzy nie starcza na wszystko. Pozostaje mieć nadzieję, że Jahangir Mahal dotrwa dnia, kiedy zostanie odrestaurowane. Będzie wtedy imponujące!

Jednak Orchha żyje nie tylko dzięki turystom. Jest tutaj także świątynia Ram Raja – popularne miejsce pielgrzymek. Codziennie według statystyk świątynię odwiedza między 1500 a 3000 osób. Świątynia rzuca się w oczy każdemu przyjeżdżającemu do Orchhy, znajduje się w samym jej centrum, obok targu. Warto wejść do środka, żeby zobaczyć tętniące życiem, współczesne miejsce hinduistycznego kultu. My akurat trafiliśmy na wesele, więc nie byliśmy tam zbyt długo, żeby nie przeszkadzać w tak ważnym momencie.

Ram Raja Temple
Ram Raja jest współczesną świątynią hinduistyczną. My załapaliśmy się akurat na przybycie gości weselnych. Zresztą śluby w Indiach widzieliśmy niemal za każdym rogiem…

Za co polubiłam Orchhę, oprócz względnie spokojnej atmosfery tej miejscowości, to ceny i możliwość pobuszowania po straganach w spokoju. Nikt nie nagabuje, nikt nie wciska nic na siłę. To właśnie tu zakupiłam w sklepie ze starociami przepiękne tradycyjne naszyjniki. Ceny, jak już wspominałam, bardziej trzymające się rzeczywistości, niż w innych turystycznych miejscowościach. Łatwiej też nie pogubić się w gąszczu uliczek, bo nie ma ich tu za wiele.

Share: